|
|
|
|
|
Poruszający list o zastępczej mamie Informacje na ten temat wygłoszone z ambony trafiają mocniej do serc parafian. Efekt jest taki, że zwykle po ogłoszeniu w kościele czy poświęconej rodzicielstwu zastępczemu homilii do PCPR dzwoni sporo osób by zapytać o szczegóły lub o to jak w inny sposób wesprzeć rodzicielstwo zastępcze. To wpływa też bardzo pozytywnie na przełamywanie niesłusznych stereotypów dotyczących rodzin zastępczych. Oto fragment pracy, która
brała udział w konkursie . pt. "Spełnij dziecięce marzenia o domu" (2009
r.) i zajęła pierwsze miejsce. Rodzina zastępcza widziana oczami
dziecka. Napisała ją wychowanka rodziny zastępczej (imiona oraz nazwy
miejscowości są zmienione na jej prośbę). Chorobę traktowałam niczym
zwykłą grypę, natomiast nieobecność mamy była koszmarem. Tato nas nie
opuszczał, modlił się ze mną i z bratem, prosząc byśmy nie płakali,
ponieważ mama będzie to sercem wyczuwała, gdyż nas bardzo kocha. Z utęsknieniem
czekaliśmy na jej powrót, kiedy będzie znów z nami i wypełni dom swoim
czarującym uśmiechem. Była bowiem osobą niezwykłą, z pogodną twarzą,
zawsze uśmiechniętą i ciepłym spojrzeniem. Wróciła z krótko
przystrzyżonymi włosami, otyła od leków, ale uśmiechnięta. Znowu byliśmy
cudowną rodzinką, razem spędzaliśmy każdą wolną chwilę, a w domu
zapanowała radość. Dziękowaliśmy Bogu za dar zdrowia i jego wielkie
miłosierdzie. Często ją odwiedzaliśmy,
ale lekarze pozwalali na bardzo krótkie wizyty. Przy ostatnim zabiegu
asystentka lekarza podłączyła mamie dren, którego kawałek po usunięciu
został w głowie. Spowodowało to bardzo ciężki stan mamy. Leżała na
intensywnej terapii odzyskując przytomność od czasu do czasu. Ostatni
słowa wypowiedziane do mnie to: „Klaudio, nie płacz, bardzo Cię kocham i
kiedyś będziemy razem”. Była jak roślinka, tylko leżała i patrzyła
nieruchomo, chociaż rozumiała co się do niej mówiło, bo dawała znak
mrugnięciem powiek. Przewieziono ją do szpitala w Zabrzu, a później do
zakładu opiekuńczo – leczniczego. Nauczyłam się karmić ją przez sondę,
myć ją i pomagać tacie przy jej przebieraniu. Po każdej wizycie u mamy
nie mogliśmy sobie znaleźć miejsca w domu. Krzysiek wychodził do
znajomych, tata topił smutki w alkoholu. Samotna, przerażona szukałam
wsparcia w Bogu. Modliłam się całą sobą, błagając o jej życie. Niestety,
mama osłabiona anemią znów znalazła Tato pił cały czas, z krótkimi przerwami. Krzysiek zamknął się w sobie, a ja wypłakiwałam się w samotności. Nie miałam siły na rozmowę z Panem Bogiem. Doświadczałam dziwnego stanu „opuszczenia”, jakby Bóg gdzieś się schował, unikając mojego gniewu, pretensji i gorzkich łez. A może podświadomie czekałam na jakiś głos pocieszenia płynący z nieba? Jednak cud się nie zdarzył. Natomiast codzienna rzeczywistość przytłaczała. Pijący tata stawał się agresywny, wszczynał awantury o byle co, upokarzał nas i znieważał. Coraz częściej słyszałam obraźliwe epitety, ale nigdy nie padło zwykłe „przepraszam”. Gdy trzeźwiał, znowu na kilka dni stawał się dobrym tatą i jednocześnie mamą. Do kolejnej wpadki. Czułam jak moje życie traci powoli sens. Pogrążałam się w ciemności, która mnie osaczała, pozbawiając nadziei i marzeń. Kolega taty założył w domu Internet i nauczył go korzystać z czata. Początkowo żartował sobie z gadu-gadu, ale kiedy napisała do niego Monika z Oleśnicy, zaczął traktować te kontakty bardzo poważnie. Po kilku miesiącach spotkali się w naszym mieszkaniu, a mnie towarzyszyło dziwne uczucie wrogości i niepewności oraz narastająca tęsknota za mamą. Postanowiłam jednak zaakceptować ją, sądząc, że uszczęśliwię tatę, który może przestanie pić i znów będziemy żyć spokojnie. Przeprowadziliśmy się do Oleśnicy i zamieszkaliśmy u Moniki. Nadzieje na normalność prysły po pierwszych awanturach. Wspólnie z bratem postanowiliśmy nie ingerować, podejrzewając ojca o powody do kłótni. Szybko okazało się, że
główną przyczyną konfliktu jest nasza obecność. Monika nas nie znosiła,
przedstawiała nas tacie w złym świetle, skarżąc się na nasz brak
wychowania i szacunku dla niej. Zawsze byliśmy źli. Wyganiała nas z
domu, po czym przyjmowała z powrotem, jakby nigdy nic się nie stało.
Wybuchały kolejne awantury między nimi, następnie godzili się i znów
kłócili. Z nami przestali rozmawiać, nie zajmowali się naszym
wychowaniem i edukacją, mieliśmy jednak siebie i mogliśmy wspominać
naszą mamę. Ucieczka od problemów spowodowała wagary, złe wyniki w
nauce, wyjazdy na imprezy z córką Moniki oraz późne powroty w nocy.
Zagubiłam się w nicości. Długa rozmowa z Bogiem dodała mi odwagi, a Psalm 37, 5 upewnił mnie, że zawsze pozostaje iskierka nadziei: „Powierz Panu swoją drogę I zaufaj Mu: On sam będzie działał” Po tygodniu pojawił się mój Anioł Stróż, czyli pani Jadwiga, proponując rodzinę zastępczą. Przestraszyłam się, że nie potrafię już zaufać komuś obcemu, że nie wierzę w zapewnienia o przyjaźni, miłości i dobroci. Wahałam się przez dwa tygodnie. Ostatecznie podjęłam decyzję i pojechałam do nowej rodziny. Pani Jadwiga otworzyła mi swoje gorące serce, szczerze przytuliła, zapewniając poczucie bezpieczeństwa, stabilizację i spokój. Jej dom jest moim domem, a jej wspaniała rodzina jest moją najbliższą rodziną. Dzięki cudownym ludziom odzyskałam wiarę, nadzieję i miłość. Pani Jadwiga jest moją mamą i babcią jednocześnie, dzięki jej cierpliwości i tolerancji zrozumiałam co jest dobrem, a co jest złem. To ona jest drogowskazem na mojej drodze do Światłości. Nie jestem już sama, mam panią Jadwigę i swoje miejsce. Mam prawdziwy dom, pełen ciepła, zrozumienia i wzajemnego szacunku. Tyle zawdzięczam mojej zastępczej mamie! Dzięki niej zmieniłam się, dojrzałam i zrozumiałam, że nigdy nie należy podnosić kamienia, którym nie uderzono. Nie czuję już nienawiści, ojcu wybaczyłam, żywiąc nadzieję, że kiedyś zrozumie jak bardzo mnie zranił i usłyszę od niego słowo „przepraszam”. Do dzisiaj jednak nie znalazł drogi do mnie. Z bratem Krzyśkiem pozostaję w wielkiej przyjaźni i wzajemnie się odwiedzamy. Pani Jadwiga zadbała nie tylko o moje zdrowie fizyczne, zapewniając systematyczne leczenie, ale przede wszystkim o zdrowie psychiczne. Nazywam cudem moje przeobrażenie pod jej wpływem. Moje świadomie przeżywane wędrowanie nabrało sensu. Odtrącona i często pogardzana nie utraciłam wewnętrznej siły ducha, aby spełniać swoje marzenia. Pragnę stać się wartościowym człowiekiem, podejmując służbę dla dobra innych i ściśle łączyć ją z nadzieją na lepszą przyszłość dla siebie. Tak łatwo przychodzi mi dzielenie się swoim szczęściem z ludźmi pokrzywdzonymi przez los. Boleśnie odczuwam brak w naszym świecie miłości, gotowości do niesienia pomocy i wrażliwości na krzywdę oraz biedę samotnych, chorych, bezdomnych, upośledzonych. Gniewne uczucie, nienawiść,
pogarda dla drugiego człowieka zabija cywilizację. Dlatego o spełnienie
marzenia o swoim szczęśliwym domu rodzinnym walczę nadal. Podjęłam naukę
w Liceum Ogólnokształcącym. Moja życiowa droga prowadzi do słabych,
chorych, samotnych, niedołężnych. W ramach wolontariatu pomagam dzieciom
w Domu Pomocy Społecznej w odrabianiu lekcji,
czytaniu lektur i likwidowaniu zaległości programowych. Uczestniczę w
zajęciach z dziećmi przedszkolnymi, raz w tygodniu czytam im
najciekawsze bajki świata. Starszym sąsiadom robię zakupy, odwiedzam
ich, często sprzątając im mieszkania lub towarzysząc w rozmowach.
Czasami chodzę z nimi do lekarza, kupuję im leki lub zgłaszam ich do
gabinetu zabiegowego. Wielką satysfakcję sprawia mi praca w Samorządzie
Szkolnym. Jestem nie tylko sekretarzem, ale zajmuję się organizacją
imprez szkolnych, kierując sekcją kulturalną. Biorę udział częściach
artystycznych, przygotowuję oprawę plastyczną, wykonuję elementy
dekoracji. Przygotowuję się do szkolnych eliminacji Ogólnopolskiego
Konkursu Wiedzy Biblijnej. Staram się osiągać dobre wyniki w nauce, aby
pani Jadwiga mogła być ze mnie dumna. W ten sposób pragnę odwdzięczyć
się jej za moje uratowane życie. Zrozumiałam, że absurdem było
oczekiwanie głosu z nieba. Ten głos przyszedł z ziemi,
z Wrocławia, od mojej kochanej pani Jadwigi, która żyje dla innych, dla
porzuconych dzieci, dla oczekujących jej serdeczności i pomocy. Ostatnio
przyjęła do naszej rodziny dwoje małych dzieci wymagających ogromnego
poświęcenia. Z wielką radością wspieram ją w
wychowywaniu, opiece i zabawach naszych sierotek. I choć mam świadomość,
że zostaną przez kogoś adoptowane w przyszłości, kocham je jak własne
rodzeństwo. Chwila ich beztroskiego dzieciństwa napawa mnie dumą, że mam
okazję uszczęśliwić istotki odrzucone przez rodziców. Nigdy nie zapomnę
dramatycznych doświadczeń z młodości, nie zapomnę
kochanej mamy tulącej mnie do snu, nie zapomnę jej czułości i uśmiechu.
Jednak życie toczyć się musi dalej, tylko z nieco większym bagażem niż
moich rówieśników. Każdy z nas jest jednak jedyny i niepowtarzalny i
musimy zdawać swój własny egzamin życiowy tak, aby spełnić się w swoim
godnym człowieczeństwie, by nie pozostało po nas tylko puste miejsce,
zwietrzała grudka soli i wypalona świeca. Archiwum wydarzeń:
2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 |
|
2007 © Starostwo Powiatowe w Kluczborku |